Żyjąc w getcie miasta Santa Fe, Monzona stał się człowiekiem nieufnym, twardym i gwałtownym. Uwielbiał się bić. Gdyby nie zainteresował się boksem, prawdopodobnie szybko skończyłby w więzieniu lub na cmentarzu.

Żużu (czyli Józef Zembrzuski) i pewien ""Kataryniarz"" podejmowali gości przed występami w ""Dislus Ursus Super Star"". Oboje niezbyt się lubili, bo w pewnym sensie czuli się rywalami. Razu pewnego w oczekiwaniu na pierwszych gości Żużu oglądał telewizję. ""Kataryniarz"" siedzący obok niego zapytał:
- Żuzu, gdzie kupiłeś takie ładne buty?
- W tym sklepie vis a vis Opery - odparł Żużu.
Po namyśle Kataryniarz zdziwiony zapytał:
- Jak to możliwe? Przecież w Poznaniu przed Operą nie ma żadnych sklepów!
Na to Żużu:
- W Mediolanie!

Żona Zaruby, Szkotka Flora McPherson, uwieczniona m. in. w wierszu Gałczyńskiego ""Opis domu poety"" jako szkocka kuzynka, nie wróciła już do kraju po wojnie. Pracowała w ambasadzie polskiej w Londynie, jednakże tylko do czasu. Artysta tak to wyjaśniał:
- Ambasadorem Związku Radzieckiego był tam wtedy niejaki Zarubin i Anglicy mówili, że ma jawną wtyczkę w naszej ambasadzie. ""Tu Zarubin, tu Zarubina..."" Więc McPherson musiała odejść.

Żona zapaśnika Sztekkera, pisarka, Wanda Melcer, urodziła bliźniaki, Antoni Slonimski w kawiarni ""Udziałowa"" tak skomentował to wydarzenie:
- Widocznie, jak chyba można sądzić, założył jej podwójnego Nelsona.

Żona Władysława Zieleńskiego przeziębiła się i lekarz zalecił jej, by kilka dni pozostała w łóżku. Po wyjściu lekarza Władysław zaczął gorączkowo czegoś szukać.
- A czego ty tak szukasz, Władyś? - zapytała pani Zieleńska.
- Kluczy do naszego rodzinnego grobowca - odparł Władysław.
- Mój Boże, a na cóż ci one teraz potrzebne?
- No bo też ty i twoja rodzina zawsze zostawiacie wszystko na ostatnią godzinę.

Żona Einsteina zapytana, czy rozumie teorię względności, odpowiedziała:
- Nie. Ale znam mojego męża i wiem, że można mu ufać.

Żona Baeyera lubiła urządzać taneczne wieczorki, na które spraszała mnóstwo osób, nieraz
nie znających pana domu.
Pewnego razu jeden z gości uciekł z salonu, gdzie nudził się potwornie, do biblioteki, w której zastał kilku panów.
- Nudy na pudy, panowie - zawołał. - Chodźmy lepiej do sąsiedniej knajpy. Mają tam dobre piwo.
- Ja niestety nie mogę - odrzekł Baeyer, który również był w bibliotece. - Jestem tu gospodarzem.

Żądny władzy papież Juliusz II pragnął, aby poddała mu się Wenecja. Wenecjanie nie chcieli uznać jego władzy. Zniecierpliwiony oporem papież zagroził posłowi weneckiemu, mówiąc:
- Uczynię z waszej Wenecji wioskę rybacką, z jakiej kiedyś powstała.
Na to Wenecjanin:
- My zaś uczynimy z waszej świątobliwości wiejskiego plebana.

Żacy krakowscy często chodzili po domach prosząc o jedzenie, ale niekiedy też korzystali z nadarzającej się okazji. Kiedyś pewna matka, nie mogąc zachęcić synka do jedzenia kaszy, udawała, że daje miseczkę komuś za oknem:
- Jedz, dziadku, mój Jasiek jej nie chce.
Przechodzący żak natychmiast porwał miskę i szybko ją opróżnił - mimo protestów gospodyni widzącej, co się stało.
Nic dziwnego więc, że po mieście krążyło porzekadło: ""Żak gdy głodny, jak wilk szkodny"".

Zrobił to Konstanty Rokossowski, jeszcze generał, kiedy został wezwany do Kwatery Głównej przez Żukowa. Dowodził wówczas I Frontem Białoruskim i przyjechał po rozkazy do operacji ""Bagration"" - wyzwolenie Białorusi. Rozkaz przygotował Żukow i w obecności Stalina przekazał go Rokossowskiemu. Rokossowski miał już opracowany swój, niezwykle nowatorski, wręcz genialny, plan. Dwa uderzenia główne i jedno pomocnicze. Niespotykany dotychczas przypadek w historii sztuki wojennej. Rokossowski powiedział do Żukowa:
- Nie wykonam tego rozkazu.
Na to Żukow:
- Co?! Nie wykonasz rozkazu Naczelnego Wodza?!
- Nie - odpowiedział Rokossowski.
- Idź na korytarz! Masz trzy minuty na przemyślenie swojej decyzji!
Rokossowski wyszedł, przypomniał sobie łagier, łamanie palców i wybijanie zębów. Po trzech minutach wrócił, Żukow pyta go:
- Wykonasz rozkaz Naczelnego Wodza?
- Nie - odpowiada Rokossowski.
Wtedy wtrącił się Stalin:
- Dobrze, niech rozpoczyna operację według swojego planu.
Operacja ""Bargation"" ruszyła z takim impetem, że ""Niemcy pogubili buty w ucieczce"". Drugiego dnia ofensywy Stalin mianował Rokossowskiego marszałkiem ZSRR, a siódmego dnia ofensywy nadał mu złotą gwiazdę Bohatera Związku Radzieckiego.

Zofia Czerwińska spytana o Jacka Fedorowicza:
- Dla mnie to mistrz polskiej satyry. Kiedyś po każdym programie dzwoniłam do niego i mówiłam: ""Jacku, jesteś genialny"". A on mi na to: ""Dziękuję. Wiem.""

Zofia Arnould, słynna śpiewaczka francuska, znana i uwielbiana za urodę i dowcip, odwiedziła kiedyś Woltera, który powitał ją słowami:
- Mam 84 lata i popełniłem w życiu 84 szaleństwa.
Na to śpiewaczka:
- Jest pan bardzo skromny, drogi przyjacielu. Ja mam 30 lat, a popełniłam ich już kilka tysięcy.

Znany matematyk polskiego pochodzenia Marek Kac wygłaszał referat w Kalifornijskim Instytucie Technologii. Wśród słuchaczy znalazł się sławny fizyk, Richard Feynman, który lubił podkpiwać z przesadnej dbałości matematyków o ścisłość.
- Gdyby matematyka nie istniała - rzekł w pewnej chwili do Kaca - to świat cofnąłby się tylko o tydzień.
- Ależ tak - bez namysłu odpowiedział Kac. - Właśnie o ten tydzień, w którym Pan Bóg go stworzył.

Znany francuski polityk powiedział kiedyś do Ignacego Jana Paderewskiego:
- We Francji jest takie powiedzenie: ""pijany jak Polak"". Ile jest w tym prawdy?
- Proszę nie wierzyć powiedzonkom. W Polsce na przykład mówi się: ""uprzejmy jak Francuz"".

Znany bankier zwierzył się kiedyś Liebermanowi:
- Czy pan wie, że w dziecinnych latach marzyłem, by być słynnym rozbójnikiem?
- Szczęśliwy z pana człowiek! Nie każdemu spełniają się dziecięce marzenia!

Znane było poczucie humoru Marszałka. Szczególne powody do radości przysparzały mu jego własne córki. Jadwiga Jaraczewska opowiadała jak kiedyś padła ofiarą jednego z żartów.
- Ojciec miał zegarek kieszkonkowy z zamykaną kopertą, który otrzymał w dniu imienin 19 marca 1915 roku od Korpusu Oficerskiego. Nie potrafiłam otworzyć tej koperty. Wtedy powiedział, że to jest zegarek, który otwiera się nosem. Przystawił zegarek do mego nosa i koperta otwierała się. Kiedyś zapytałam, jak patrzy na zegarek, gdy mnie nie ma w pobliżu. Odparł wówczas: ""Wołam adiutanta"".